[ Strona główna ]

RACJE

NA WAKACJE :)




Joanna Hańderek

MAMY KURWA DOŚĆ!!!




[ Zamów książkę na stronie wydawnictwa ]


Proponuję choć raz odwrócić sytuację. Niech sobie Panowie i Panie wyobrażą, że oto dyskutujemy o prawie do leczenia raka prostaty. Załóżmy, że zgodnie z doktryną Kośioła katolickiego leczenie prostaty jest niemiłe bogu. Co bóg nam dał, to mamy wziąć z całym bagażem, więc skoro bóg dał nam raka, to my z tym rakiem mamy sobie żyć i koniec. Można się modlić, liczyć na cud, ale pod żadnym pozorem, naprawdę pod żadnym choćby najbardziej ważkim argumentem nie wolno się ugiąć. Raka prostaty się nie leczy! Nie wolno, to nie moralne, złe, a mężczyzna, który tego dokonuje, zabija swoją duszę i zatraca całe człowieczeństwo. Co więcej, jeżeli rak prostaty zabija mężczyznę, to ma on szasnę na zrobienie czegoś wielkiego: oto może złożyć sam siebie na ołtarzu, zostać żywą ofiarą człowieczeństwa. Śmierć jak zbawienie. Rak prostaty pozwala na realizację męskości. Brzmi dziwnie, prawda? Nie chce się tego państwu czytać? No to wyobraźmy sobie jeszcze, że oto odbywa się wielki kongres w Watykanie, na którym siostra Enuncjata od Dzieciątka Jezus wygłasza płomienny wykład: „Piękno raka prostaty” a obok niej stoi Pan Jan Nowodzielski, który samą modlitwą utrzymuje się przy życiu. Wprawdzie od lat choruje, ale właśnie przyjechał podzielić się ze wszystkimi dobrą nowiną, ciągle żyje i to tylko dzięki modlitwie. Po siostrze Enuncjacie zabiera głos Ministra do spraw Zdrowia z Polski i tłumaczy wszystkim zebranym, że odkąd zlikwidowano w Polsce refundację lekarstw na raka prostaty i odkąd Trybunał Konstytucyjny orzekł niezgodne z konstytucją, na raka prostaty nikt nie umiera! To kolejny wielki cud nad Wisłą. Absurdy wypisuję, prawda? Mają już Państwo dość? No to my kobiety mamy już kurwa dość! Po prostu dość! Ile razy możemy tłumaczyć, że nie jesteśmy inkubatorami, że nasze ciało jest naszym ciałem. Ile jeszcze mamy krzyczeć, że nam się należą prawa, bo to my żyjemy, a zygota i płód jeszcze nie są człowiekiem, więc nie mają takich samych praw jak my? Jak długo jeszcze osoby pokroju pana Kamysza będą nam "wyrzygiwać" swoje teorie i opowiadać o misterium życia? Mamy dość robienia rzeczy niebywałych, metafizycznych, czy problematycznych z naszych podstawowych praw. Dlaczego bowiem zawsze, gdy zaczyna się w Polsce dyskusję o aborcji, można usłyszeć, że to „skomplikowana kwestia”? Dlaczego ma to dotyczyć sumienia? Aborcja jest bardzo prosta. Kobieta nie chce być w ciąży i zażywa pigułkę, a w cięższych przypadkach idzie na zabieg. I tyle. Proste. Medyczne zagadnienie. Dla osób nie lubiących porównań, śpieszę z tłumaczeniem: przykład z prostatą to taka analogia. Proszę sobie wyobrazić drodzy panowie, że o panów penisach, jądrach i panów celach życiowych cały czas mówimy my kobiety i cały czas to my decydujemy, co możecie zrobić ze swoi życiem, a czego wam nie wolno? Religia powinna być sprawą prywatną, a nie polityczną. W przypadku praw kobiet, a dokładnie ich kasacji, widać aż nazbyt wyraźnie, że mieszanie religii do polityki kończy się śmiercią. Pani Iza z Pszczyny umarła, bo jej ciąża została zawłaszczona przez religijno-polityczną dyktaturę. I nie pomogą w tym przypadku finezyjne gry teologiczne. Można deliberować, od którego momentu dusza nawiedza płód i co na ten temat miał do powiedzenia św. Tomasz z Akwinu czy inny teolog. Mogą sobie panowie w szatach kościelnych lub akademickich opowiadać całe dnie i noce, kim jest człowiek. Tylko, że kwestia aborcji nie jest sprawą religijną, nie podlega rozstrzygnięciom teologicznym. To zwyczajna kwestia medyczna. To prosta sprawa, o której decydować ma prawo jedna osoba: ta, która właśnie się dowiedziała, że jest w ciąży. I tyle. Dla osób nie lubiących uproszczeń, śpieszę z małą eksplikacją. Dla kobiet za długo już trwa całe to intelektualno-teologiczne rozważanie, za długo politycy grają autorytarną rolę, odwołując się do religijnych zasad. To naprawdę nie jest ważne, nie ma to żadnego znaczenia, co kto kiedyś powiedział na temat życia i śmierci. Filozofia i teologia ludzkiego życia to nie jest płaszczyzna do rozstrzygnięć dotyczących życia i śmierci kobiety. Dziwne rzeczy piszę? Mają już Państwo dość tematu aborcji? My też mamy dość. Tylko, że państwo nie pozwala nam normalnie żyć. Trybunał Konstytucyjny jednym wyrokiem zalegalizował zabijanie kobiet. Lekarze pozwalają byśmy cierpiały i umierały, odwołują się do tak zwanej klauzuli sumienia. Co oni nazywają sumieniem?! Jesteśmy zmęczone, bardzo zmęczone, zwłaszcza, że jesteśmy kolejnym pokoleniem kobiet, które muszą - jak nasze babcie, prabacie i pra pra babcie - liczyć tylko na siebie. Aborcyjny dream team, zespoły ułatwiające aborcję, nasze koleżanki, przyjaciółki, te wszystkie dziewczyny, które wyciągają pomocną dłoń i pomagają w dostępie do aborcji, codziennie ryzykują, że zostają oskarżone o pomaganie przy „mordowaniu dzieci”. Jesteśmy już bardzo zmęczone brakiem normalności w naszym kraju. Kobiety w Polsce potrzebują normalności. To znaczy: bycia traktowanymi jak normalne osoby, podmioty prawne, sprawcze, wolne. Dopóki katodziaderstwo będzie nam wmawiać, że coś, co jest niezgodne z religią, jest złe, nasze życie będzie narażone. Dopóki będziemy wieść delikatne rozmowy i snuć głębokie argumenty, kolejne kobiety będą umierały. Dopiero pełna legalizacja aborcji da nam normalność. A potem jak kto chce może sobie analizy wszelakie prowadzić, opasłe summy teologiczne czytać. Tylko, że literatura teologiczna powinna pozostać w zamkniętych salach seminariów. Wykłady literaturoznawcze niech się toczą na uniwersytetach. A w społeczeństwie niech będzie prawo zabezpieczające podstawy bezpieczeństwa.






Racje - strona główna
Strona "Sapere Aude"