[ Strona główna ]

RACJE

PO NAMYŚLE

Miesięcznik w kwartalniku


Francesco M. Cataluccio

WOJNA ZE STARCAMI


Wśród wielu katastroficznych prognoz z ostatnich dniach, jest też ostatnia prognoza prezesa INPS [włoski odpowiednik ZUS – przyp. Tłumacza] Pasquale Tridico, który powiedział, że „pieniądze na emerytury są dostępne tylko do maja”.
Wiadomość ta nadchodzi po tygodniach strachu i szalonego kryzysu, podczas którego często powtarzano, że osoby starsze (i już z inną patologią) najczęściej umierają z powodu koronawirusa. Półgłosem sugerowano, że na oddziałach intensywnej terapii lekarze muszą dokonywać „wyboru”, gdy respiratory i łóżka są już zajęte. Oczywiście takie wybory określano jako „dramatycznie bolesne”: ratowanie młodych ludzi i „poświęcanie” starszych, którzy mieli mniejsze szanse na wyzdrowienie.

Za tymi stwierdzeniami i wyborami kryje się, nikczemna, cała ideologia i tzw. „zdrowy rozsądek”. Ideologia, która uważa, że człowiek powinien służyć ekonomii, a nie ekonomia człowiekowi. Darwinowski wybór w imię wydajności, produktywności i oszczędności. Zdrowie, co widać w przeszłych i obecnych, niepewnych wyborach, nie jest na pierwszym miejscu.

Mówi się, niemal z żalem, że Włochy (podobnie jak Japonia) to „kraj starych ludzi”. Zamiast podkreślać, że długowieczność jest jedną ze oznak cywilizacji. Jeśli życie na wsi staje się dłuższe, oznacza to, że osiągnięty został pewien dobrobyt sanitarny, a kiedy ktoś zachoruje w podeszłym wieku, opiekuje się nim i próbuje zapewnić godne życie.
We Włoszech prócz bardzo ważnej roli rodzin (które często ponoszą największy ciężar wspierania osób starszych i chorych) oraz niektórych instytucji religijnych, nadal istnieje system opieki zdrowotnej oparty przede wszystkim na wartościach ludzkich (mimo tego, że w ostatnich dziesięcioleciach zrobiono wszystko, aby ograniczyć je w imię interesów gospodarczych). I pomimo braku efektywności i różnych złych praktyk, starsi ludzie raczej nie są porzucani na łaskę losu, nie są skazywani na cierpienia i marginalizację.

Argentyński pisarz Adolfo Bioy Casares wyobraża sobie w powieści „Dziennik świńskiej wojny” (Diario de la Guerra del Cerdo, 1969), że pewnego pięknego dnia młodzi ludzie z Buenos Aires, zdecydowali nagle, że każdy człowiek po pięćdziesiątce jest dla społeczeństwa bezużyteczny. W ten sposób rozpoczyna się dziwna i tajemnicza wojna: „wojna ze świnią” i przez cały tydzień młodzi ludzie tropią i eksterminują starych ludzi.

Historyk Alessandro Barbero (w wywiadzie w „Huffigton Post” sprzed kilku dni) powiedział: „Od lat 50. amerykańscy pisarze science fiction zaczęli wyobrażać sobie przyszłość, w której obowiązuje okrutny wybór: aby ocalić system, należy zabić ludzi starszych, zbyt drogich w utrzymaniu. No i to jest właśnie koszmar naszego społeczeństwa. Dlatego nie dziwi mnie, że temat ten wypływa właśnie w obecnej sytuacji. Sterylna analiza ekonomiczna, w obliczu dziesiątkowania ludzi starych, mógłby stwierdzić: „No cóż, od teraz będziemy mieli niższe koszty.” Ludzki umysł nie może jednak dopuścić takiego wniosku. Ponieważ stanowi: to nie człowiek winien być oddany służbie ekonomii, ale ekonomia służyć człowiekowi”.

Mylenie dojrzałości z niedojrzałością, przedłużanie „młodości” do późnych lat, pogarda dla starości, zaostrzone przez kryzys gospodarczy, który w coraz większym stopniu zmniejszy miejsca pracy i przestrzeń realizacji dla młodych, grożą dziś wybuchem gwałtownego konfliktu międzypokoleniowego. Młodość i starość znajdą się na antypodach, jeśli chodzi o interesy i kulturę.

Starość (a zwłaszcza sposób jej traktowania) stała się papierkiem lakmusowym zmieniających się zwyczajów i mentalności. Czym jest dzisiaj starość? „How Terribly Strange To Be Seventy” śpiewali Simon i Garfunkel w “Old Friends”. Właśnie w roku rewolty młodzieżowej wydali album Bookends (1968), który obok wspomnianej piosenki, zawierał Głosy Starych Ludzi, składające się w całości z rozmów osób starszych nagranych osobiście i z wielkim szacunkiem przez Arta Garfunkela w różnych domach domy opieki i hospicjach w Stanach Zjednoczonych.

Kolejna piosenka na tej płycie, „Misses Robinson”, stała się ścieżką dźwiękową filmu Absolwent (1967) Mike'a Nicholsa, opowiadającym o zderzeniu młodego człowieka ze światem dorosłych. Film kończył się „happy endem”, ale obraz młodzieży nie był zachęcający.

W czasie stabilizacji - argumentował polski psychiatra-filozof Antoni Kępiński (któremu wiele zawdzięcza myśl Karola Wojtyły) w tomie Rytm życia (1968) - starzy są niezbędni, wzmacniają i stabilizują rzeczywistość (konserwatyzm jest to jedna z cech starości); jednak w czasach nacechowanych niepewnością, w okresie przemian społecznych, starzy są uważani za coś negatywnego, ponieważ reprezentują to, co minęło i uważa się ich za przeszkodę w następującej zmianie.

W społeczeństwie, które ma być coraz bardziej „stare”, rozbieżność między dojrzałymi mężczyznami i kobietami jest szczególnie widoczna: mężczyźni lubią czasem zachowywać się jak nastolatkowie, nawet gdy mają siwe włosy i zmarszczki, kobiety zaś (gdy nie ulegają pokusie chirurgów) nabywają bardziej umiarkowanego uroku zarówno pod względem wyglądu, jak i postaw.

Starość sama w sobie jest wojną. Mauro Portello napisał to bardzo dobrze w eseju zatytułowanym Jakim starcem mógłbym być? („Podwójne zero”, 19 VIII VIII 2013 r.): „W obliczu ekstremalnych wyzwań, jakie starość stawia przed człowiekiem, wyzwań, takich, jak odporność fizyczna i psychiczna czy umiejętność przetrwania w trudnym terenie, życie wydaje się być tylko jednym wielkim szkoleniem przed tą ostatnią wojną. Są tacy, którzy poddają się, są tacy, którzy walczą heroicznie, tacy, którzy przechodzą na stronę wroga, tacy, którzy giną w bitwie i tacy, którzy dekują się na tyłach, czekając, aż walka ustanie. Ale to jest wojna, prawdziwa wojna, niestety wolna od szczęśliwego wyniku; jej koniec jest narzucony. Walczymy nie o „zwycięstwo”, ale po prostu o bycie istotami należącymi do życia”.

Portella oferuje ironiczną próbkę różnych „rodzajów starości” i kończy: „Faktem jest, że starość to myślenie o sobie jako o istocie, którą należy ocalić, rodzaj meta-myśli, którą postrzegamy jako wynik pewnej inwestycji, i nie myśli się już o inwestycji, ale o jej owocach, tylko o nich. Dlatego myślę, że to strasznie dziwne. Po wieku roztropności, gromadzeniu zapasów, oszczędności, zapasów i rezerw, z wiekiem nadchodzi czas, by spędzać czas na konsumowaniu, popijaniu; i wydawaniu i spożywaniu tylko tego, co udało ci się odłożyć wcześniej.
Nie zamierzam tu odnosić się do statusu ekonomicznego ludzi, myślę raczej o kapitale wewnętrznym. Bez „nieczystości” świata i „niedoskonałości” jednostki, moje „działanie” jako starca będzie czerpać przyjemność z ograniczeń, które dla siebie wcześniej ustanowiłem, i prawdopodobnie tylko ja będę odpowiedzialny za moją przynależność do tego lub innego rodzaju starości”.

Zdrada międzypokoleniowa leży u podstaw powieści Luigiego Pirandello „Starzy i młodzi” (1913). To podstawowa książka do zrozumienia genezy faszyzmu we Włoszech, ale wciąż bardzo aktualna, jako klucz do zrozumienia dialektyki między złudzeniami i rozczarowaniami, która oddziela pokolenia i rozbudza konflikty między ojcami i synami, starymi i młodymi. Pod koniec powieści Pirandello powierza swoją gorzką filozofię słowom „intelektualisty” Don Cosmo Laurentano, księcia Valsanìy: „Jedno jest smutne, moi drodzy: zrozumieć tę grę! Mam na myśli tego kpiarskiego demonka, który każdy z nas ma w sobie, i który znajduje przyjemność w przedstawianiu nas na zewnątrz, jako rzeczywistości, a która wkrótce potem okazuje się wyłącznie naszą iluzją, wyśmiewając się z trudów, które przeszliśmy i wyśmiewając także, jak zdarza się to mnie, za to, że nie umiałem poddać się iluzji, albowiem poza tymi iluzjami nie ma już żadnej innej rzeczywistości... (...) Trzeba żyć, to jest oszukiwać samych siebie; pozwolić kpiącemu demonkowi bawić się nami, dopóki się nie zmęczy; i myśleć, że wszystko to minie ... minie"...

Wydaje mi się, że każda bitwa przebrana za problem pokoleniowy (stare przeciwko nowemu, młody przeciwko staremu) jest bardzo ograniczająca i może nawet niebezpieczna. Bo to w gruncie rzeczy nie jest kwestia pokoleniowa; jest nią natomiast sprawność fizyczna, która niestety z biegiem lat zanika.

Nauczyciel, menedżer, artysta, naukowiec, technik, sędzia, robotnik, pisarz, dziennikarz – ich wartości nie ocenia się według wieku, wręcz przeciwnie: w ich pracy często liczą się doświadczenie i dojrzałość. Jednak nad polityka z wieloletnim doświadczeniem w pewnych historycznych momentach przedkłada się ludzi młodych, mającychenergię i „odwagę braku doświadczenia”. Negatywna waga dojrzałych lat dotyczy sportowca lub tancerza, a być może także matematyka (jeśli trzeba trzymać się statystycznej obserwacji, że liczba genów wyraża maksymalny potencjał w młodym wieku). Ale w innych przypadkach oczywiste jest, że staż pracy i długie doświadczenie leżą u podstaw największych umiejętności zawodowych lub artystycznych.

Bywa, że osoby starsze mają niewiele do stracenia i duże doświadczenie. Dlatego mogą stać się swoistą „nową klasą rewolucyjną”: „Dziwny żołnierz zbliża się” - śpiewał Dario Fo w serialu „Mógłbym umrzeć dziś choćby wieczorem, gdybym pomyślał, że to wszystko na nic” (1970). U podstaw tych pokoleniowych konfliktów leży wielowiekowa tradycja: kiedy chcesz znaleźć łatwy sposób na dochodzenie swojego prawa zawładnięcia jakimś zajętym miejscem, jakaż lepsza broń od odniesienia do peselu? Cóż bardziej skutecznego i bardziej zrozumiałego od sloganu „niech żyje młodość, precz ze starymi!”?

Historia dwudziestego wieku wyraźnie pokazała nam jednak, że ta młodzieńcza i niedojrzała kultura oraz oparta na niej praktyka są w rzeczywistości bardzo reakcyjne i są zwiastunami katastrof: najlepszego wywyższenia mitu młodości dokonały reżimy totalitarne.

Nieliczne, w sumie pozytywne, rewolucje w historii ludzkości to te, podczas których starzy i młodzi byli sojusznikami, gdy połączono doświadczenie i energię, dojrzałość i niedojrzałość. W ciągu ostatnich stu lat były to np. wojny narodowo-wyzwoleńcze kierowane przez ludzi niemłodych, takich jak Gandhi i Mandela oraz ruchy demokratyczne w Europie Wschodniej. Dojrzałość popycha w kierunku poszukiwania sojuszy i mediacji w konfliktach, niedojrzałość natomiast wychwala nieokreśloną młodość, wiek i głupotę.

Tłumaczył Jacek Palaciński









Racje - strona główna
Strona "Sapere Aude"